The Elder Scrolls V: Skyrim

abd1f_xbox_360_games_413Gdr3FzqL
9.4 Ocena ogólna
grywalność: 9/10
zabawa: 10/10
grafika: 9/10

przeogromny świat | swoboda działania | jedna z najdłuższych gier | SMOKI

niskie AI NPC | problemy z balansem | problemy graficzne | długie ładowanie | niska ilość złota u sprzedawców

Zwą cię Dovahkiinem. Jesteś Smoczym Dziecięciem i to ciebie lękają się smoki. Pomożesz uratować prowincję Skyrim?

O The Elder Scrolls V: Skyrim napisano już chyba wszystko. Niestety ze swoimi wrażeniami jestem nieco spóźniony, ponieważ dopiero niedawno pudełko z grą trafiło w moje ręce, a to dlatego, że nie jesteśmy jeszcze na tyle fajni, żeby wydawcy wpychali nam swoje gry na siłę, ale mam nadzieję, że kiedyś tak będzie. Na GOLu Skyrim otrzymał maksymalną notą – jasne, gra jest bardzo dobra, ale moim zdaniem nie jest grą idealną.

Fabuła i zadania poboczne

Jeszcze nie przeszedłem głównego wątku. Boję się do niego od razu zabierać, bo słyszałem, że jest krótki, a poza tym wolę skupić się na misjach pobocznych, które bynajmniej nie są traktowane po macoszemu i z powodzeniem mogłyby zostać zawarte w głównym wątku historii.

Grę rozpoczynamy jadąc powozem z trzema innymi facetami do pobliskiej twierdzy, aby lokalny kat mógł skrócić naszego bohatera o głowę. Po zejściu z wozu musimy stworzyć naszą postać, ale jesteśmy ograniczeni tak właściwie tylko do wyglądu i wyboru rasy (każda rasa ma określone przywileje i bonusy). Dlaczego tylko wygląd? A to dlatego, że pozbyto się znanego z wielu RPGów systemu wyboru klasy postaci. O tym nieco dalej. Na pochwałę zasługuje mnogość opcji przy kreowaniu wyglądu głównego bohatera. Założę się, że gdybyśmy wrzucili wszystkie postacie aktualnie grających w Skyrim do jednego worka, to nie znaleźlibyśmy dwóch takich samych bohaterów.

Po stworzeniu postaci czekamy na ścięcie, a kiedy już położymy swą szyję na pudle, a kat bierze zamach, twierdzę atakuje smok, który, zapewne niechcący, ratuje nam życie. W dalszej części Skyrim okazuje się, że bohater gracza jest Dovahkiinem, czyli Smoczym Dziecięciem, który może wyzwolić świat spod pazurów smoków.

Jeśli główny wątek się komuś nie spodobał i nie ma zamiaru po raz dwudziesty trzeci ratować świata, to może go całkowicie zignorować i zająć się eksploracją ogromnego świata i zadaniami pobocznymi.

Wolność, wolność i swoboda…

Niczym nieskrępowana wolność to największy plus piątej części The Elder Scrolls. Mimo że w Oblivionie również można było robić, co tylko się żywnie podobało, to jakoś tak bardzo mnie to nie cieszyło. Strzelam, że tajemnica tkwi w świetnie zrealizowanej prowincji Skyrim, która jest wypełniona ciekawymi smaczkami, np. chatka myśliwego znajdująca się wysoko w górach czy dom z martwym mężczyzną na łóżku i z przewróconą butelką trucizny na stole. Nie można zapomnieć o jaskiniach, które w większości różnią się od siebie. To zdecydowanie nie jest Dragon Age 2, w którym prawie wszystkie kryjówki bandytów wyglądają tak samo.

System rozwoju postaci przypomina mi ten z Ultimy Online, w którym nie jest najważniejszy poziom bohatera a wysokość umiejętności, która wzrasta poprzez częste jej używanie. Zatem – jeśli często strzelamy z łuku, to będziemy to robili coraz lepiej – tak jak w rzeczywistości. Poziomy wszystkich umiejętności kumulują się i dzięki nim wskakujemy na kolejny poziom i wtedy możemy podnieść jedną z trzech statystyk – magia (mana), zdrowie lub kondycja. Poza tym nowością w serii są perki, które tworzą drzewka umiejętności. Na przykład w drzewku broń jednoręczna perki wpływają między innymi na zadawane obrażania i szansę na trafienie krytyczne.

Muszę przyznać, że jest to całkiem dobre rozwiązanie, ale czasami zdarzają się kuriozalne sytuacje. Jeśli nie włączymy pewnego perka w blokowaniu, to nie będziemy zatrzymywać strzał wrogów nawet w przypadku zasłaniania się tarczą, co powinno być domyślne – tak mi przynajmniej podpowiada zdrowy rozsądek.

Dzięki systemowi umiejętności mamy całkowitą wolność w kreowaniu swojego bohatera. Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy zostali magiem, który jedną ręką będzie ciskał błyskawicami, a w drugiej dzierżył buławę. Uwielbiam taką dowolność. Znudził mi się już tradycyjny system, kiedy profesję swojego bohatera wybieramy podczas tworzenia postaci.

Wdrażając się w świat Skyrim, dowiadujemy się, że zamieszkują go wilkołaki oraz wampiry i okazuje się, że możemy zostać zarażani jedną z tych dwóch chorób. Wpływają znacząco na przebieg rozgrywki – kiedy jesteśmy w ostatniej fazie przemiany w wampira, strażnicy w miastach atakują nas bez żadnego ostrzeżenia. Doszedłem do wniosku, że nie chcę być ani wilkołakiem ani wampirem – w pewien sposób byłbym ograniczony. Poza tym – wystarczy mi, że gram potężnym nordem.

Nie wiem, czy chcecie wiedzieć, ale – ja gram wojownikiem w lekkiej zbroi z tarczą i mieczem, ale lubię się również skradać i po cichu zdejmować przeciwników przy pomocy łuku. Tylko w kryzysowych sytuacjach leczę się miksturami, ponieważ wykształciłem umiejętność przywracania, więc zdrowie regeneruję przy pomocy czaru.

Widzimy i słyszymy

Przyszła pora pomówić nieco o grafice i udźwiękowieniu. Oprawa wizualna robi wrażenie, ale nie ze względu na bardzo wysoką rozdzielczość tekstur a za całokształt. Krajobraz, który widnieje gdzieś w oddali, prezentuje się doskonale. Wszystkie krainy – zaczynając od nizin, przechodząc przez lasy i wspinając się na wysokie góry – wyglądają świetnie. Jeszcze nie złapałem się na tym, że powiedziałem do siebie – “e, Radek, przecież to już gdzieś widziałeś!”. Niezłym smaczkiem jest krew, która pozostaje na wrogach i na naszej broni. Niby detal, ale wiadomo, że diabeł tkwi w szczegółach, których w Skyrim jest mnóstwo.

KRAJOBRAZY! KRAJOBRAZY! KRAJOBRAZY! Nie są jakąś tam tapetą, których pełno w grach, ale czymś, co jest możliwe do zdobycia. Widzisz w oddali ogromny wierzchołek? Śmiało – możesz się tam udać i uwierz – nie zastanie cię tam tylko śnieg, ale również ciekawe przygody. Może jaskinia? Może jakaś twierdza? Takich urozmaiceń w grze jest mnóstwo.

Nigdy nie przykładałem szczególnej wagi do udźwiękowienia gier i  nie przeszkadzał mi fakt, że dany dźwięk słyszę któryś raz z rzędu. Przypuszczam, że gdyby najnowsza część The Elder Scrolls nie zachwycała oprawą audio, to powiedziałbym coś w swoim stylu – nie jestem dyrektorem filharmonii i mam gdzieś, czy główna melodia często się powtarza. ALE SKYRIM ZACHWYCA! Główny motyw muzyczny jest na tyle specyficzny, że zapamiętuje się go już po kilku sesjach z grą. Wszystkie odgłosy otoczenia są zrobione doskonale i brzmią jak w rzeczywistości.

Smoki!

Kiedy pokazano pierwsze gameplaye, w których widoczne były potyczki ze smokami, byłem zachwycony. Być może się mylę, ale chyba nie było jeszcze gry, w których walka z ogromnymi bestiami nie była oskryptowana. W większości produkcji przeciwnik padał po udanym quick-time event’cie lub po wykonaniu określonego zadania, która prowadziło do zgonu – np. zrzucanie olbrzymich beczek na głowę brzydala.

W Skyrim tylko od nas zależy, czy powalimy bydlaka przy pomocy łuku czy ogromnego topora. Możemy również zostawić wszystko w rękach strażników, którzy również po dłuższej chwili uporaliby się ze smokiem. Sprawa przedstawia się niesamowicie, ale… nie jest tak różowo, jakby się mogło wydawać.

Zaledwie pierwszy smok, którego spotykamy na swojej drodze, wzbudza w nas jakikolwiek respekt, a to dlatego, że one nie są w ogóle groźne. Wystarczy nie zbliżać się do pyska potwora, a kiedy już wyląduje, to nie jest to wcale takie trudne. Ze względu na swoje rozmiary smok nie jest zbyt zwinny i nie zdąży nawet stanąć do nas frontem, bo wcześniej po prostu padnie.

Ideałów nie ma

Skyrim niestety nie jest wolny od wad i byłem zmuszony odjąć 0.6 punktu od końcowej oceny.

Nie wiem, dlaczego sprzedawcy mają ograniczoną ilość złota. Rozumiem, że to pewnego rodzaju nastawienie się na realizm, ale moim zdaniem nieco na siłę. Bo po co mam biegać od miasta do miasta, żeby sprzedać nadmiar towaru?

Kolejną ujmą są postacie NPC, które wspierają nas podczas naszych podróży. Najzwyczajniej w świecie nie wyrabiają i zanim towarzysz wkroczy na pole bitwy, to wszystko już jest pozamiatane, a ja leczę swoje rany. Ta sama sytuacja dotyczy postaci, za którymi powinniśmy iść w trakcie trwania zadania. Miałem ogromny problem, kiedy NPC zaciął się na schodach i za żadne skarby nie chciał zejść na dół. Po kilku minutach w końcu się odciął – ot, sam z siebie.

Najbardziej denerwują mnie długie loadingi. Grę włączam zawsze, kiedy jeszcze siedzę przy komputerze, bo zanim wczyta mi się ostatni zapis, przeniosę się tam, gdzie muszę, wejdę do sklepu i zrobię zakupy, to mija mnóstwo czasu. Prawda jest taka, że nie mam w swojej konsoli dysku, więc całość odtwarzam z płyty. Wolałbym, żeby Skyirim był na dwóch płytach i się szybciej wczytywał. Napiszcie, jak ta kwestia wygląda u was. Może to dlatego, że mój Xbox jest już dość leciwy.

W minusach wspomniałem również o balansie, a to dlatego, że magiem gra się o wiele trudniej niż kimś, kto lubuje się w bezpośrednich starciach. Poza tym, kiedy rozwiniemy kowalstwo, to stworzymy najlepszy, możliwy sprzęt. Nigdy nie znajdziemy, ani nie kupimy niczego lepszego. Kowalstwo jest bardzo łatwe do rozwinięcia, więc każdy sobie z tym poradzi. Nie wiem tylko, czy warto, bo co to za przyjemność biegać całą grę w tej samej zbroi?

Podsumowanie

Po prostu kupcie – tyle. Nawet jeśli nie jesteście ogromnymi fanami RPGów – ja też nie jestem, a gra mi się świetnie. To na pewno nie będą pieniądze wyrzucone w błoto, tym bardziej, że zabawy wystarczy spokojnie na 80 godzin.



Zobacz również:

  1. VERSUS: Grand Theft Auto V
  2. Lista życzeń: GTA V
  3. Kinect: światna zabawa
  4. Xbox 360 czy Playstation3?
  5. CD Projekt planuje coś nowego

PRZEKAŻ DALEJ

  • Facebook
  • Twitter
  • Myspace
  • Google Buzz
  • Reddit
  • Delicious
  • Digg
  • Technorati
Autor: Goods Wyświetl wszystkie teksty autorstwa
Nie miał Amigi, nie miał Atari, ale dużo czasu spędzał przy Pegazusie i Commodorze 64. W 1998 roku przyszedł czas na pierwszy komputer klasy PC, co skutkowało wieloma nieprzespanymi nocami. W 2009 roku stał się posiadaczem Xboksa 360, którego sobie ceni, ale nienawidzi na nim grać w FPSy. Po prostu nie umie, sterowanie analogami jakoś do niego nie przemawia, więc skupił się na grach sportowych, TPP i innych, które nie wymagają jednocześnie precyzyjnego i szybkiego celowania.

Zostaw odpowiedź