Moje TOP 5 strategii

Civilization 4_07

Tego tekstu nie traktujcie w kategoriach poradnika, lecz bardziej prywatnego, dość subiektywnego zestawiania pięciu najlepszych gier strategicznych, w jakie grałem. Zapraszam do lektury.

Piąte i jakże zaszczytne miejsce przypadło Twierdzy Krzyżowiec. Mimo że jest to miejsce ostatnie w moim rankingu, to jak najbardziej produkcja jest godna polecenia. Gra w swoim czasie była naprawdę lubiana, zrównywanie z ziemią kolejnych królestw sprawiało masę frajdy. Rozbudowa naszego królestwa to jeden z ważniejszych i lepiej zrobionych aspektów tej produkcji. Stawianie następnych murów, wież, koszar, kopalń, itp. sprawiało przyjemność. Dlaczego nie wyżej? Głównie dlatego że zraziłem się troszeczkę wersją Extreme, która była niestety zwykłym skokiem na kasę. Ponadto SI stało na dość niskim poziomie, przez co gra nie stawiała żadnego wyzwania a szkoda.

Na miejscu czwartym Company of Heroes: Kompania Braci. Po pierwsze bardzo dobra grafika, efektowna, trochę brutalna. Po drugie super grywalność, można było grać bez końca oddając się coraz to bardziej “fajerwerkowym” efektom wizualnym. Dodatkowo, jeśli przełkniemy kilkugodzinny update, to w nasze ręce zostanie oddany świetny tryb multiplayer.

Podium otwiera Halo Wars. Była to pierwsza strategia jaką zdecydowałem się kupić na Xboxa 360. Podchodziłem do niej lekko sceptycznie, moje przyzwyczajenie do kierowania wojskiem za pomocą myszki było dość silne, jednak uczucie to było słabsze od mojej ludzkiej, wrodzonej ciekawości. Gra spełniła moje oczekiwania w stu, a może i nawet więcej procentach. Sterowanie to mały majstersztyk, poza tym uniwersum Halo, które można kochać albo nienawidzić zostało oddane w bardzo przyjemny pod względem wizualnym sposób.

Drugie miejsce zajmuje seria Shogun: Total War. Wszystkie gry z dopiskiem Total War zawierają w sobie tak naprawdę ten sam schemat rozgrywki, który jest powielany i lekko udoskonalany na potrzeby danego, odtwarzanego okresu. Mimo wszystko zasada “jeszcze tylko jedna tura i kładę się spać” działa aż za dobrze. W tej serii znajduje się też dość sporo możliwości zarządzania krajem, począwszy od ustalania podatków, wznoszenia budynków i umocnień, aż na zabiegach kosmetycznych typu wybierania następcy tronu, kończąc. Grę wiele osób kojarzy z powodu ogromnych bitew, zarówno morskich jak i lądowych, które rozgrywały się na skalę tysięcy jednostek. Nawet jeśli zarządzanie krajem nas za bardzo nie pociąga, to warto kupić tę produkcję ze względu na ten aspekt gry. Oczywiście SI to najwyższa liga światowa. Dodatkowo grafika wywołuje zachwyt, ślinotok i opad szczeki naraz, szczególnie w drugiej części. Co więcej, bitwę możemy oglądać z lotu ptaka, aby za chwilę przyjrzeć się śmiertelnej walce pojedynczych samurajów z perspektywy prawie FPP, a to naprawdę robi kolosalne wrażenie. Ponadto gra ocieka klimatem Kraju Kwitnącej Wiśni z czasów samurajów.

Królem wśród królów, crème de la crème, najlepszym wśród najlepszych, zostaje, nie kto inny niż Civilization IV. Produkcja ta w każdym, najmniejszym calu ocieka genialnością i nigdy nie starzejącą się formułą. Multum możliwości i drug rozwoju, jeśli chcesz – pójdź w dyplomacje lub z maczugą w dłoni podbijaj pobliskie królestwa przy okazji zdobywając nowe technologie. Za każdym razem wrażenia płynące z rozgrywki były inne, a patrzenie jak rozrasta się nasze imperium było bardziej niż przyjemne. Co prawda, system walki to nie mistrzostwo świata, jednak można na to przymknąć oko. Różnorodność tej produkcji zachwyca do dziś.

Ponadto jeszcze tylko kilka tur do wynalezienia żeglugi, jeszcze dwie tury i zostanie wynaleziony proch, o jeszcze chwila i zostanie odkryta demokracja… i tak przez dwie godziny, aż zauważysz, że zegar wybija drugą w nocy i wypada się położyć spać… chociaż nie, jeszcze tura i zostanie założone ONZ, warto poczekać. Można tak bez końca i właśnie to jest największą zaletą i jednocześnie wadą tej produkcji, poziom uzależniania jest bardzo wysoki. Jeśli nie graliście, gorąco polecam szczególnie, że można ten majstersztyk spokojnie znaleźć za dwie dyszki. Cud, miód i orzeszki.



Zobacz również:

  1. Kinect: światna zabawa
  2. Lubimy powtarzać, powtarzać, powtarzać…
  3. Proste jak budowa cepa
  4. VERSUS: otwarty kontra zamknięty świat
  5. VERSUS: grafika kontra fabuła

PRZEKAŻ DALEJ

  • Facebook
  • Twitter
  • Myspace
  • Google Buzz
  • Reddit
  • Delicious
  • Digg
  • Technorati
Autor: Poncky Wyświetl wszystkie teksty autorstwa
Felietonista, recenzent, fan wszelkiej maści gier. Począwszy od strzelanek, przez przygodówki, na wyścigach kończąc. Pierwsza konsola – nieśmiertelny Game Boy Advance, którego zdarza mu się odpalać po dzień dzisiejszy.

Zostaw odpowiedź

Przeczytaj poprzedni wpis:
sony_ikona
SONY vs hakerzy – wojna ciągle trwa

W ostatnią środę świat obiegła informacja o kolejnym włamaniu do serwerów Sony. Tym razem intruzi przy próbie włamania podawali metodą...

Zamknij